niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 1

Hej nazywam się Oliwia ale jako ,że  nie lubię swojego imienia  rodzina i znajomi nazywają mnie Ola lub Olcia. Pochodzę z Japonii tak jak cała moja rodzina ,no może oprócz mojego taty który jest Anglikiem. Jestem utalentowana  muzycznie i plastycznie ale jest jeden minus  jestem bardzo nieśmiała ,z rodziną i znajomymi to jeszcze nie jest tak źle ale gdy jestem w nowym miejscu i ktoś nieznajomy do mnie zagada to już jest źle. Zapytacie pewnie dlaczego? Cóż już wam odpowiadam ,wtedy zaczynam się trząść i nie mogę wydobyć z siebie słowa. Wszyscy mówią ,że trudno jest zobaczyć moje oczy przez to ,że często mam głowę pochyloną  na dół. Może powiem teraz wam o moim wyglądzie ,tak więc jestem wysoką blondynką której włosy sięgają trochę niżej niż za ramiona ,oprócz tego mam dwa białe pasemka we włosach po prawej stronie , dwukolorowe oczy ,lewe niebieskie a prawe zielone ,na dodatek naturalnie czerwone usta oraz tatuaż na plecach przedstawiający połączenie anielskich skrzydeł ze skrzydłami kruka. No ale dosyć już  o mnie ,właśnie znajduję się w Sali widowiskowej gdzie odbywa się przesłuchanie do musicalu tak właściwie to jestem obecna tu tylko ciałem bo moje myśli wciąż krążą koło sprawy przeprowadzki. Z mojego zamyślenia wyrwał mnie głos pani Niny
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz Oliwio!!!- na co zerwałam się z miejsca i odpowiedziałam                                                                 -Tak – na co ona zrobiła skwaszoną minę i spytała
-W takim razie co mówiłam- no kurczę tu mnie ma ,zarumieniłam się i spuściłam głowę jąkając
-N-nie w-wiem- pani  Nina  tylko westchnęła i kazała mi uważać ponieważ to mój ostatni dzień tutaj.
Po niecałych 14 minutach zabrzmiał dzwonek  oznajmiający przerwę ,zerwałam się z krzesła i ruszyłam w stronę klubu ogrodników który znajdował się na dachu. Nie  jestem w klubie ogrodników ,niestety to nie dla mnie ,mimo to ,że lubię kwiaty to po prostu nienawidzę owadów  ale wracając właśnie otworzyłam drzwi do dachu i znalazłam się w klubie ogrodników ,musze powiedzieć ,że za każdym razem gdy go widzę zapiera mi dech w piersiach. Uśmiechnęłam się sama do siebie i ruszyłam w stronę bujanej ławki  gdzie zabrałam się za rysowanie pięknego motylka który usiadł na kwiatku naprzeciw mnie. Tak upłynęła mi długa przerwa a teraz jeszcze ostatnia lekcja czyli godzina wychowawcza. Nie jest to moja ulubiona lekcja ,pewnie się dziwicie bo przecież  można pogadać itp ale znając życie lekcja będzie się kręcić koło mej osoby ,co nie zbyt mi się podoba. Weszłam do klasy i od razu dopadły mnie moje przyjaciółki  Stefanii i Cecylia które gadały jak to one mają w zwyczaju o ciuchach ,zakupach itp. Ogólnie rozmowy trwały jeszcze około 10 minut dopóki do Sali nie weszła wychowawczyni mówiąc
-Cisza ,cisza mieliście już wystarczająco czasu by porozmawiać a teraz przechodzimy do lekcji- usiadła na krześle i zaczęła sprawdzać obecność, gdy skończyła zaczęła omawiać  zakończenie roku ,które już za 2 dni. W sumie zeszło jej na to z 20 minut i wtedy zeszła rozmowa na inny temat a mianowicie na mój
-Jak pewnie wszyscy wiecie Ola nie będzie już chodzić z nami do klasy w przyszłym roku ,dlatego organizujemy wieczór pożegnalny- stwierdziła a wszyscy się zgodzili kiwając głowami i rozmawiając między sobą co kto zrobi. Nie podobało mi się to ale no cóż taka moja poddańcza wole ,że się nie sprzeciwiłam ,zresztą i tak nie miałoby to sensu.  Reszt godziny wychowawczej przebiegła spokojnie na omawianiu tego jak  mamy bezpiecznie spędzić wakacje. Zadzwonił dzwonek więc razem ze Stefanii ruszyłam do szafek  z kąt zabrałam rzeczy i włożyłam moje książki. Przed bramą szkoły pożegnałam się z Stefanii i weszłam do samochodu mamy. Moja rodzicielka to bardzo urocza kobieta z pięknymi  sięgającymi do kolan włosami i zielonymi oczami ,jest idealnym przykładem jaka powinna być matka. Gdy weszłam do samochodu obdarzyła mnie szerokim uśmiechem i spytała
-Jak tam w szkole – wcisnęła pedał gazu i ruszyłyśmy
-Jak zwykle ,tylko chcą zrobić mi wieczorek pożegnalny- mówiąc  to skrzywiłam się na co mama zaśmiała się radośnie
-I znając życie nie wyraziłaś swojej opinii  na ten temat ,czasami zastanawiam się  dlaczego jesteś taka nieśmiała skoro ja i twój ojciec byliśmy zawsze śmiali.- tak kiedyś też się nad tym zastanawiałam  ale w sumie doszłam jedynie do tego ,że skoro dwa plusy dają minus to musi być tak samo ze mną , no bo skoro moi rodzice oboje są śmiali to ja musze być nieśmiała. Po około 15 minutach jazdy w tym wliczając 5 minut stania w korku dojechaliśmy do domu. Nie za duży ,nie za mały dom w kolorze kawy  z czekoladowymi dachówkami ukazał nam się przed wyjściem z auta. Wysiadłam razem z mamą i wzięłam swoją torbę z tylnego siedzenia . Weszliśmy do domu i ruszyliśmy w stronę przedpokoju ,gdzie zostawiłyśmy swoje płaszcze i buty. W salonie rozdzieliliśmy się i ruszyłam do swojego pokoju by przebrać się w normalne ciuchy ,po czym rozczesałam swoje włosy i związałam w dwa kucyki wiszące po bokach  ,odłożyłam torbę i ruszyłam do kuchni gdzie mama czekała na mnie z obiadem.
Po przywitaniu się z tatą ,w ciszy skonsumowaliśmy obiad i  pozmywaliśmy naczynia przy okazji chapiąc pianą na wszystkie strony .Jako ,że wyszłam z kuchni cała mokra i brudna ,ruszyłam pod prysznic gdzie umyłam włosy i zawinęłam je ręcznikiem w rulon ,ubrałam się w asymetryczną granatową spódniczkę z białymi wzorkami oraz biało czarną bluzkę i czarne skarpetki.
Mój makijaż składał się głównie z nałożenia jaśniutkiego podkładu wytuszowania rzęs ,zrobienia kresek i pomalowania powiek na granat przechodzący w czerń .Wiele ludzi mówi mi ,że wyglądam jak taka porcelanowa laleczka a  dodając do tego moją nieśmiałość ,wychodzi na to ,że wszyscy troszczą się o mnie nie ważne ile się znamy. Wyszłam z łazienki i skierowałam się do salonu ,gdzie siedzieli rodzice, już miałam siadać na kanapie gdy tata spytał
-Idziemy na festiwal  w mieście koło świątyni  wody? – na co ja i mama od razu się zgodziliśmy i już po chwili wychodziliśmy z  domu. Całą drogę rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym ,po około 15 minutach znaleźliśmy się koło świątyni. Było tam bardzo kolorowo ,na około nas widać było kwiaty wiśni i dzieci bawiące się w berka oraz stragany przy których były tłumy. Spotkałam tam wiele osób z mojej klasy i wspólnie chodziliśmy po całej okolicy. Do domu wróciliśmy  po 2  godzinach ,gdzie po umyciu i ubraniu się w piżamę zasnęłam z myślą ,że jutro ostatni dzień szkoły a jednocześnie przedostatni  dzień  mojego  pobytu w  Japonii.

Mam nadzieję ,że rozdział się podoba i za błędy  jeśli takowe  się pojawiły.

Następny rozdział jeśli się wyrobie to dzisiaj wieczorem a jak nie to jutro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz